<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-4292977461877574120</id><updated>2012-02-16T07:36:28.066-08:00</updated><title type='text'>Mini opowiadania</title><subtitle type='html'>Zbiór moich mini opowiadań, na które nie warto było poświęcać osobnych stron</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://dexkanonmo.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4292977461877574120/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dexkanonmo.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Dex Kanon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04299615421039679303</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_azFp_Wo0onU/Sdz-AppKeVI/AAAAAAAAABA/VlPBvMuGCCk/S220/dexkanon.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>3</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4292977461877574120.post-6216092388036998874</id><published>2011-01-05T11:02:00.000-08:00</published><updated>2011-01-08T14:10:22.397-08:00</updated><title type='text'>Szczęście</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;- Musi istnieć - powiedział Dex, przedzierając się przez kolejne chaszcze - Nie jest możliwe, by był tylko jeden.&lt;br /&gt;- Dlaczego tak trudno uwierzyć Ci, że portal może faktycznie prowadzić do inne wymiaru... ba, do innego świata! - Konjel szedł za swoim przyjacielem, osłaniając się by nie dostać gałęziami odgarnianymi przez Dexa.&lt;br /&gt;- Konjelu, stary druhu... - zatrzymał się i spojrzał na przyjaciela - Gdyby można było przenieść się poza nasza planetę, oznaczałoby to, że istnieją istoty pozaziemskie, które stworzyły tamten portal...&lt;br /&gt;- Czyli chcesz powiedzieć, że nie wierzysz w istnienie kosmitów? - Konjel stał i przyglądał się towarzyszowi.&lt;br /&gt;Dex stał przez chwilę i zastanawiał się przez chwilę, po czym ponownie ruszył przed siebie.&lt;br /&gt;- Nie - odparł, nie zwalniając kroku - Nie wierzę w nic, czego istnienie nie zostało potwierdzone.&lt;br /&gt;- Ale jednak w Boga wierzysz, nawet mimo że nie masz na jego istnienie dowodów...&lt;br /&gt;Konjel momentalnie zrozumiał, że wkroczył na zakazane tereny. Dex zatrzymał się i trwał chwilę w bezruchu.&lt;br /&gt;- Mówiłem Ci - rzekł w końcu Dex, stanowczo i groźnie - Że na ten temat rozmawiać nie będziemy! - zdanie zakończył prawie krzycząc.&lt;br /&gt;Konjel popatrzył na niego przerażony, ale jego wzrok przykuło coś innego. Spomiędzy liści drzew biło bardzo mocne światło. Wpatrywał się w nie chwilę, co zainteresowało Dexa. Gdy i on ujrzał światło po odwróceniu się, na jego twarzy zagościł uśmiech i zaczął biec w jego kierunku.&lt;br /&gt;- Znaleźliśmy! W końcu znaleźliśmy! - krzyczał z radości.&lt;br /&gt;Konjel biegł za nim. Światło stawało się coraz potężniejsze. W końcu było tak jasno, że nie mógł patrzeć - zamknął oczy i biegł na oślep. Nagle, las skończył się, a Konjel otworzył oczy - znajdował się na ogromnej polanie, na której środku ujrzał wielki, kamienny okrąg otoczony czterema ogromnymi filarami. Na samym środku znajdował się podest z dużym, okrągłym kryształem w czarnym kolorze.&lt;br /&gt;- Mówiłem - rzekł spokojnie stojący obok Konjela Dex - Istnieje ich więcej...&lt;br /&gt;Powoli ruszyli w kierunku kryształu. Szli ostrożnie, by w porę zareagować na pułapki, które mogą na nich czyhać.&lt;br /&gt;- Dex... - zaczął Konjel - Właściwie, odkąd poszukujesz tego portalu, nie wyjawiłeś mi powodu poszukiwań... Ciągle tylko "Konjel, zaufaj mi" lub "Konjel, potrzebuję Cię" i tak dalej - zrobił krótką pauzę - Po co to wszystko?&lt;br /&gt;Dex zatrzymał się i spuścił głowę. Stał tak krótką chwilę, po czym podniósł wzrok ponownie przed siebie.&lt;br /&gt;- Bo wiem, że ją odnajdę - po tych słowach zbliżył się do kryształu.&lt;br /&gt;Konjel przez chwilę stał w bezruchu i próbował połączyć ze sobą kilka faktów. W końcu na jego twarzy zagościło przerażenie.&lt;br /&gt;- Stary... Chyba żartujesz - zaczął nerwowo - Przecież to stało się piętnaście lat temu... Nawet jeśli w jakiś cudowny sposób nie zginęła wtedy, to do dzisiaj na pewno już nie żyje...&lt;br /&gt;- Przyjacielu - odpowiedział Dex, zaprzestając oglądania kryształu - Przez te piętnaście lat poszukiwałem tych portali. Odnalazłem trzy, ale było już zniszczone. Ktoś najprawdopodobniej ich użył... Użył do przeniesienia się tam, gdzie ona jest teraz. Przez te piętnaście lat żyłem tylko myślą, nadzieją, że ją odnajdę.&lt;br /&gt;- Ale co, jeśli tak naprawdę ona tam, wtedy zginęła? Co, jeśli teraz i Ty zginiesz używając tego portalu?&lt;br /&gt;Dex nie odpowiedział. Stał przez chwilę zamyślony, po czym podszedł do Konjela i położył dłoń na jego ramieniu.&lt;br /&gt;- Wszyscy wiedza, że ona po prostu zniknęła, całkowicie bez śladu - sięgnął do kieszeni i wyjął coś małego - Jednak pozostało po niej to - przed oczami Konjela zadyndał na łańcuszku mały kawałek skały księżycowej - Dałem jej to na krótko nim zniknęła... Sam posiadam drugą cześć tego naszyjnika. Dla mnie jest on dowodem na to, że ona przeżyła. I mam zamiar odnaleźć ją.&lt;br /&gt;- Ale... Nie myślisz o ryzyku? Że stracisz to wszystko, co masz, co posiadasz?&lt;br /&gt;Dex ruszył w kierunku kryształu. Był już zdecydowany na jego użycie. Na uruchomienie portalu.&lt;br /&gt;- Wiem, że to wszystko co mam jest ważne... Ale powiedz, ile sam byłbyś w stanie poświęcić dla szczęścia? Dla własnego szczęścia?&lt;br /&gt;- Powiedziałbym, że mogę poświęcić wszystko... Ale teraz, zastanawiając się nad tym, wcale nie wiem czy miałbym na tyle odwagi...&lt;br /&gt;- Na tym właśnie polega różnica, mój przyjacielu: ja decyzję już podjąłem. Jeśli stracę życie, trudno. Ale podejmę to ryzyko, byleby tylko znowu być z nią... - Dex rozejrzał się po raz ostatni, czy faktycznie struktura kręgu jest nienaruszona - Więc... Gdyby coś poszło nie tak, to... Żegnaj, przyjacielu.&lt;br /&gt;- Żegnaj - odpowiedział mu Konjel, po czym wycofał się z pola portalu.&lt;br /&gt;Dex spojrzał na kryształ i westchnął, po czym momentalnie chwycił przedmiot dłońmi. Tajemnicza kula wypełniła się fioletowym gazem. Dex cofnął się, patrząc jak z czterech filarów strzelają w kryształ ciemnoróżowe promienie. Spod postumentu na którym znajdowała się kula, zaczęła rozprzestrzeniać się wielka, czarna dziura. Zajęła powierzchnię całego kamiennego kręgu. Konjel patrzył na to wszystko z wielkim strachem. Czuł, jak powoli zaczyna się trząść ziemia. Jednak Dexa to nie obchodziło - spoglądał w otchłań, która przedstawiała gwieździste niebo. Usłyszał znajomy głos... Głos, którego nie miał okazji słuchać od tak dawna...&lt;br /&gt;Konjel widział, jak filary zaczynają się chwiać. Kula robiła się coraz bardziej czerwona. Wszystko działo się dokładnie tak, jak piętnaście lat temu: zbliża się wybuch. A Dex? Konjel ujrzał jak rozmawia sam ze sobą. Nie zdążył jednak do niego krzyknąć, gdyż filary przewróciły się, a on sam został odrzucony w tył falą uderzeniową wybuchu.&lt;br /&gt;Jak najszybciej wstał i pobiegł na środek kręgu. Ominął zawalone filary i ujrzał roztrzaskany kryształ, a po Dexie nie było ani śladu. Miał już odejść, gdy ujrzał leżący na ziemi naszyjnik ze skały księżycowej. Naszyjnik ten był połączonymi połówkami, które miał przy sobie Dex. Gdy Konjel chciał je rozdzielić, okazało się że są teraz całością. Na stałe. Ze zdziwieniem spojrzał w niebo.&lt;br /&gt;- Czyżby?&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4292977461877574120-6216092388036998874?l=dexkanonmo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dexkanonmo.blogspot.com/feeds/6216092388036998874/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dexkanonmo.blogspot.com/2011/01/szczescie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4292977461877574120/posts/default/6216092388036998874'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4292977461877574120/posts/default/6216092388036998874'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dexkanonmo.blogspot.com/2011/01/szczescie.html' title='Szczęście'/><author><name>Dex Kanon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04299615421039679303</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_azFp_Wo0onU/Sdz-AppKeVI/AAAAAAAAABA/VlPBvMuGCCk/S220/dexkanon.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4292977461877574120.post-9022597749257328403</id><published>2011-01-04T12:12:00.000-08:00</published><updated>2011-01-04T12:16:20.505-08:00</updated><title type='text'>Rozmowa Dexa z Dexem</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;Dex podniósł kufel piwa i wypił potężnego łyka. Tak, Żywiec to było coś, co uwielbiał. Odłożył naczynie i spojrzał na swojego milczącego rozmówcę.&lt;br /&gt;- &lt;strong&gt;Będziemy tak milczeć? Nic nie mówić?&lt;/strong&gt; - spytał Dex po chwili wpatrywania się w postać.&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Ja nie jestem tutaj, by mówić&lt;/em&gt; - odparł mężczyzna - &lt;em&gt;Ja jestem tutaj, by Cię wysłuchać.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;- &lt;strong&gt;Wysłuchać mnie...&lt;/strong&gt; - odparł Dex powoli, opadając na oparcie fotelu - &lt;strong&gt;To może być trudne, zważywszy na to, że sam czasem nie wiem, o czym chciałbym mówić... A uwierz mi, często mam chęć wyżalić się. Ale... boję się. Boję się reakcji ludzi na to, co wypowiem. Reakcji na uczucia, które we mnie drzemią... Ale czekaj... właściwie, to kim Ty u licha jesteś?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Oj Dex, Dex... odpowiedź jest strasznie prosta, ale zarazem i trudna jak mało rzeczy na tym świecie. Zacznę od tego, że... jestem Tobą.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Dex spojrzał na niego z nieukrywanym zdziwieniem. Jednak wyraz twarzy szybko przemienił się w lekką irytację.&lt;br /&gt;- &lt;strong&gt;Czekaj... co mam rozumieć, że jesteś mną? Czyżbym jechał na jakiś dragach? A może śnię?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Nie Dex... wszystko jest w porządku... jestem Tobą. Zresztą, ludzie zawsze określają mnie w inny sposób... Jestem niewypowiedzianymi słowami, jestem marzeniami, pragnieniami... jestem tym, czego Ci brak albo tym, co już posiadasz. Mogę być dosłownie wszystkim. Pytanie jednak nie brzmi, kim jestem, a dlaczego tu jestem.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;- &lt;strong&gt;Ale...&lt;/strong&gt; - Dex był niezwykle zaskoczony tym wszystkim -&lt;strong&gt; Jak mam w takim razie się do Ciebie zwracać?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Pomyślmy... zawsze chciałeś mieć starszego brata, nieprawdaż? No nie patrz tak na mnie - w końcu jestem Tobą i wiem nawet o tych rzeczach, o których jeszcze nikomu nie mówiłeś... Zwracaj się do mnie tak, jakbym był tym starszym bratem.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;- &lt;strong&gt;Skoro wiesz o mnie wszystko, to czemu miałbym w ogóle z Tobą rozmawiać?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Właściwie, to nie musisz mi nic mówić. Ale czy nie jest dobrze czasem się komuś po prostu wygadać?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;- &lt;strong&gt;No... nie sposób nie przyznać Ci racji... Więc na czym to ja skończyłem? A... tak. Na uczuciach... Uczuciach, które dusze w sobie... Staram się je zabijać, byleby tylko nie urosły w siłę...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Dlaczego? Dlaczego zabijasz coś, co jeszcze nie miało okazji rozwinąć skrzydeł?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;- &lt;strong&gt;Jest kilka powodów... Wydaje mi się, że najważniejszym z powodów jest strach. Strach przed reakcją innych na to uczucie... Poza tym, uczucia mogą ranić - jeśli stanę się uczuciowy, to może ktoś poczuje się odrzucony przeze mnie... tak, tu dochodzimy do tego, że poświęcam własne szczęście dla szczęścia innych, nie oczekując niczego w zamian...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Dex...&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;- &lt;strong&gt;Okej, okej... tak, zapomniałem że znasz prawdę... Oczekuję czegoś. Oczekuję, że osoby dla których szczęścia poświęcam własne, będą mi służyć pomocną dłonią w potrzebie. Że będę mógł na nie liczyć zawsze, o każdej porze dnia i nocy...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;No ale dlaczego w takim razie nie piszesz nigdy tym osobom, gdy ich potrzebujesz?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;- &lt;strong&gt;Bo... ja... nie chcę po prostu być uważany za ciężar dla innych... Nie chcę by musieli przerywać swoje prace, zajęcia, by tylko przyjechać do mnie i pocieszyć, pogadać... Nie chcę być ciężarem... dlatego nigdy nie mówię wprost, że potrzebuję innych...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Dex... robisz z siebie teraz frajera, który myśli, że inni go olewają...&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;- &lt;strong&gt;Możliwe, że masz rację... Jednak często mam takie odczucie... Właściwie, to idealne podsumowanie tego, że relacje międzyludzkie są złe... ileż by nie było problemu, gdyby takie relacje się nie nawiązywały...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Teraz trochę przesadzasz - przecież gdyby nie te relacje, miałbyś tylko mnie do rozmowy...&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;- &lt;strong&gt;Ale byłoby prościej... prawda, jest mała ilość ludzi o których się naprawdę martwię, na których naprawdę mi zależy... ale czasem wydaje mi się, że byłoby dla nich lepiej, gdybym w ich życiu się nie pojawił...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Czekaj, chwilka... chcesz mi powiedzieć, że tak bardzo zależy Ci na tych osobach, że wolałby się w cień usunąć?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;- &lt;strong&gt;Nie przeczę... chciałbym ponownie zostać tym samym człowiekiem... o ile wtedy byłem człowiekiem - który nie potrzebował nikogo, który żył sam dla siebie...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Więc czemu tego nie zrobisz? Droga jest prosta... posłuchaj rozumu!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;-&lt;strong&gt; Ja... nie mogę. Po prostu czekam i cierpię... ale gdy jakaś osoba potrzebuje pomocy, to jestem pierwszy... Dlaczego? Bo do cholery, zależy mi! Ale... czy innym zależy na mnie? Chciałbym czasem, by ktoś mnie po prostu przytulił gdy tego potrzebuje... by ktoś był przy mnie, gdy będę za bardzo odczuwał samotność... Bym nie był tylko po to, by się dobrze w moim towarzystwie bawić czy też tylko po to, bym pomagał innym w potrzebie... Sam też jestem w potrzebie - ale wtedy jestem sam... &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;- &lt;em&gt;Kurde, z jednej strony wiem że chrzanisz głupoty, ale z drugiej strony, jestem przecież Tobą... I wiem że coś w twych słowach jest... W Twoich słowach jestem ja - to, o czym marzysz, czego Ci brakuje, to co masz albo... po prostu jestem Twoim szczęściem. Ale tylko Ty znasz odpowiedź, kim tak naprawdę jestem...&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Dex zamyślił się chwilę... Po czym spojrzał na swojego "starszego brata" z niedowierzaniem.&lt;br /&gt;- &lt;strong&gt;Nie, niemożliwe... Ty jesteś...&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4292977461877574120-9022597749257328403?l=dexkanonmo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dexkanonmo.blogspot.com/feeds/9022597749257328403/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dexkanonmo.blogspot.com/2011/01/rozmowa-dexa-z-dexem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4292977461877574120/posts/default/9022597749257328403'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4292977461877574120/posts/default/9022597749257328403'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dexkanonmo.blogspot.com/2011/01/rozmowa-dexa-z-dexem.html' title='Rozmowa Dexa z Dexem'/><author><name>Dex Kanon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04299615421039679303</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_azFp_Wo0onU/Sdz-AppKeVI/AAAAAAAAABA/VlPBvMuGCCk/S220/dexkanon.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4292977461877574120.post-1694228135111570500</id><published>2009-05-29T11:08:00.000-07:00</published><updated>2009-05-29T11:09:04.002-07:00</updated><title type='text'>Władca Gaci</title><content type='html'>Pewnego upalnego dnia, miało miejsce wydarzenie, które pamiętam, jakby to było wczoraj. A może to było wczoraj? Jasny gwint, muszę skończyć z tą wód... Nieważne. W każdy razie postanowiłem iść na basen. Spakowałem wszystko do plecaka i wyruszyłem nieświadomy tego, co mnie spotka. Przechodząc obok budynków mieszkalnych, usłyszałem jakieś szepty. Nie wiem, co mnie skusiło, ale poszedłem za nimi. Szedłem około godziny, dochodząc do jakiegoś lasu. Ruszyłem w jego głąb. Po kilku minutach zatrzymałem się, by wsłuchać się w szepty. Wtedy zdziwiłem się, że szepty dobiegają mnie ze wszystkich stron. Troszkę (prawie wcale) się przestraszyłem i pobiegłem przed siebie. Ale szepty nie ustawały. Wybiegłem na polane, na której stało coś jakby lustro. Podszedłem bliżej i zorientowałem się, że to nie lustro, ale portal. A jak na to wpadłem? Po prostu zamiast mojego odbicia było tam coś podobne do wielkiego oka skąpanego w płomieniach. No cóż, że jestem ciekawy, dotknąłem go ręką. Zdziwiłem się, że moja ręka przeszła przez nie, a z drugiej strony nie było jej widać. No cóż, jak portal, to portal. Wszedłem do środka. &lt;br /&gt;Gdy przeszedłem na drugą stronę, oniemiałem z zachwytu. Kraina była bardzo piękna. Był to wielki kanion (nie mylić z Wielkim Kanionem!), wszędzie pełno było drzew, kwiatów i innej roślinności bliżej mi nieznanej plus piękny strumień wychodzący z jeszcze piękniejszego źródła. Podszedłem na skraj pułki skalnej i zobaczyłem w głębi kanionu ogromny zamek. Odwróciłem się żeby spojrzeć na portal i zobaczyłem jedynie jak znika. No cóż, będę musiał wprosić się na imprezę. Schodząc w dół kanionu zahaczyłem nogą o jakiś głupi krzew i całą dalszą drogę turlałem się z górki (2km turlania się to nie przelewki!). Wstałem i wyczyściłem swoje ubranie, bo nie wypada iść do takiego zamku jako brudas. Idąc w stronę zamku zauważyłem, że jego główna brama nie jest strzeżona, ani zamknięta. Doszedłem na dziedziniec, gdy podszedł do mnie jakiś starzec w łachmanach. &lt;br /&gt;- Witaj, - powiedział - kto cię tu wpuścił? &lt;br /&gt;- Przecież nie ma nigdzie żadnej straży! &lt;br /&gt;- Muszę pogadać z Patafiondem, jego strażnicy nie mogą przecież tyle pić... &lt;br /&gt;- Niech mi pan lepiej powie, gdzie jestem i dlaczego tu jestem! &lt;br /&gt;- Spokojnie chłopie! - Widać było, że starzec się trochę przeraził - Jesteś w Ripendel, królestwie elfów. Jestem Wężyk Szary, mag, a ty? &lt;br /&gt;Skoro gościu bawił się w dokładanie kolorów do imion, postanowiłem zagrać w jego grę. &lt;br /&gt;- Jam jest Dawid Czarny, szary człowiek - odpowiedziałem mu z powagą &lt;br /&gt;- Niemożliwe! - Krzykną radośnie Wężyk - Jesteś osobą z legend! Dzięki tobie cała kraina Wśródziemie zostanie uratowana. Posiadasz jedyny przedmiot, mogący nas uratować! &lt;br /&gt;- A można wiedzieć, jaki? - Spytałem z zaciekawieniem &lt;br /&gt;- Jedyne Gacie! Zaraz zwołam rade Wśródziemia, a ty łaskawie zdejmij je, dobra? &lt;br /&gt;- Kurcze, człowieku, na co ci gacie? I do tego używane? - Powiedziałem z niedowierzaniem &lt;br /&gt;- Niedługo się dowiesz. Przyjdź za godzinę do sali obrad! - Powiedział biegnąc w stronę jednej komnaty. &lt;br /&gt;Zrobiłem, co mi kazał. Ściągnąłem gacie i oddałem je strażnikowi. Chodziłem tu i tam, poznałem miłych elfów i dobre trunki ich roboty. Po zakończeniu zwiedzania ruszyłem w stronę sali obrad. Wszedłem do środka. Było pusto, ale mogłem przynajmniej się trochę rozejrzeć. Rzędy krzeseł układały się w półkole, a naprzeciwko mnie, przy ścianie stała mównica. Wszystko zdominowane przez dwa kolory: zielony i brązowy. Bez pośpiechu zająłem miejsce jak najdalej od mównicy. Spojrzałem na zegarek: wszystko powinno zacząć się pół godziny temu. To, że ja się spóźniłem, wcale mnie nie dziwi, ale oni? W tej chwili otworzyły się drzwi i wszedł jakiś człowiek, za nim elf i krasnolud, który gadał coś o dyskryminacji krasnoludów. Stanęli na środku i rozglądnęli się. Gdy mnie zauważyli, ruszyli w moim kierunku. Usiedli obok mnie. Elf był ubrany w brązowy płaszcz, natomiast człowiek w jakieś czarne łachmany. Najbardziej rozśmieszył mnie krasnolud, którego ubrania nie było widać z z powodu ogromnej ilości złotych naszyjników, pierścieni i innych ozdób. Przyglądali mi się chwile i w końcu człowiek podał mi dłoń, by się przywitać. &lt;br /&gt;- Jestem Aragong - zaczął dialog - to jest Legolars - wskazał na elfa - a ten tu to Giligil. - Wskazał na krasnoluda, który siedział trochę zdenerwowany - Podobno to ty przyniosłeś Jedyne Gacie? &lt;br /&gt;- Jeżeli powiem, że tak - odpowiedziałem - powiecie mi, o co z nimi chodzi? &lt;br /&gt;- A więc jest tak: dawno temu, trzy pary gaci dostało się krasnoludom... &lt;br /&gt;- Mówiłem, że krasnoludy są dyskryminowane? - Przerwał mu Giligil &lt;br /&gt;- Nie przerywaj mi dobra? Siedem par gaci dla elfów i dziewięć par dla ludzi. Dostali je po to, by rządzić swoimi królestwami i ochronić świat przed władcą mroku, Lordem Ciemności. W tajemnicy przed wszystkimi Lord kazał uszyć dla siebie Jedyne Gacie, dające władze nad innymi. Elfy i krasnoludy pozbyły się gaci, ale ludzie byli za bardzo zaślepieni pragnieniem władzy. Dlatego stali się jeźdźcami ciemności, zwanymi Kaligulami. Ale w czasie największej bitwie w Wśródziemiu Lord został zabity, a gacie zaginęły. Dopiero ty je odnalazłeś. &lt;br /&gt;- No dobra, ale... - powiedziałem, ale nie zdążyłem dokończyć, bo drzwi sali otworzyły się. &lt;br /&gt;Do pomieszczenia wszedł Wężyk, za nim jakiś elf, człowiek i krasnolud. Giligil zaczął znowu coś mruczeć o dyskryminacji. Trójka z tych ważniejszych usiadła najbliżej mównicy, a elf staną na niej. &lt;br /&gt;- Ogłaszam zebranie komisji śledcz... - przerwał na chwile - A nie, pomyliłem kartki, przepraszam najmocniej. Więc ogłaszam zebranie Najwyższej Rady Do Spraw Jedynych Gaci, w skrócie NRDSJG. Na tym zebraniu musimy postanowić, co zrobić z Jedynymi Gaćmi. Ale najpierw sprawdzę obecność: Wężyk Szary? &lt;br /&gt;- Obecny! - Odpowiedział Wężyk &lt;br /&gt;- Patafiond? - zrobił krótką przerwę - Jestem! Donald Tasak? &lt;br /&gt;- Melduje się! - człowiek podniósł ręke do góry &lt;br /&gt;- I jeszcze... Lech Kaczuszka? &lt;br /&gt;- Co... co, ktoś mnie wołał? - zbudził się krasnolud &lt;br /&gt;- A więc jesteśmy w komplecie - rzekł Patafiond - niech strażnik przyniesie Jedyne Gacie! &lt;br /&gt;W tej chwili do sali wbiegł ten oto wołany strażnik, ale bez gaci. Wszyscy spojrzeli na niego z nieukrywaną ciekawością. &lt;br /&gt;- Panie - rzekł do Patafionda - ukradli Jedyne Gacie! &lt;br /&gt;- Jak to się stało?! - krzykną z wściekłością Wężyk &lt;br /&gt;- Stałem sobie na straży bramy, gdy podszedł do mnie jakiś skrzat i poprosił o jakieś drobniaki na wino. Powiedziałem mu, że nie ma i żeby spadał. Chwile potem usłyszałem jakieś szepty w krzakach. Poszedłem to sprawdzić, a stamtąd wyskoczył ten skrzat, zrobił nade mną kilka salt, kilka razy czas zwolnił, tak jak w tym, no... tam się uczyli sztuk walki z dyskietki leżąc plackiem przez godzinę... &lt;br /&gt;- W Matrixie? - dopowiedziałem &lt;br /&gt;- Właśnie, w Matrixie. No, więc przeskoczył nade mną i powiedział: "Popamiętasz Jolluma!" i wtedy spostrzegłem się, że nie mam gaci! &lt;br /&gt;- Co się teraz stanie! - Patafiond zaczął rozpaczać - Zostaliśmy pokonani! Nic nas teraz nie uratuje! &lt;br /&gt;Wtedy wstałem, popatrzyłem po przerażonych twarzach zebranych i poszedłem w stronę mównicy. &lt;br /&gt;- Ja - powiedziałem stając na mównicy - podejmę się zadania odzyskania gaci, albo zabicia Lorda Ciemności. &lt;br /&gt;Wszyscy Spojrzeli na mnie ze zdziwieniem. Wężyk Szary podszedł do mnie i chwycił mnie za ramię. &lt;br /&gt;- Wiemy, że masz waleczne serce, ale nie możemy narażać cię na niebezpieczeństwo. Nie znasz tych krain. Nie pozwolimy ci iść. &lt;br /&gt;Gdy to powiedział, poczułem w sobie narastający gniew. Myślałem, że zaraz wyjdę z siebie. Poczerwieniałem z wściekłości. Ale z drugiej strony było mi ich żal, obawiałem się o ich przyszłość. Pragnę ich uratować, a słyszę o niechęci do tego czynu z ich strony. Zachowują się tak, jakby już byli jedną nogą na łonie Abrahama. Chciałem ich jakoś zmotywować do walki, ale miałem pustkę w głowie. Ale nie tylko oni mogą zginąć w tej grze. Tu stawką jest też moje życie! Gdy o tym pomyślałem, poczułem lęk, a ręce zwilgotniały mi z przejęcia. Ale oni mi nie pomogą, jest w nich zbyt dużo strachu. Ten strach przyćmiewa ich bohaterskość, odwagę i siłę. Są przerażeni, że mogą stracić życie, a ich świat może przestać istnieć. Ale wiem, że się wahają. Widzę to na ich twarzach. I nagle zauważam małe światełko w tunelu. &lt;br /&gt;- Mój miecz będzie ci służył! - Aragong podszedł do mnie i uklękną przede mną &lt;br /&gt;- Masz mój łuk! - To samo uczynił Legolars &lt;br /&gt;- I mój topór! - Uczynił to samo jako trzeci Giligil &lt;br /&gt;- I mój bicz! - Powiedział Indiana Jones &lt;br /&gt;- Indiana Jones? - Spytał z niedowierzaniem Patafiond - To nie twoja opowieść, spadaj! &lt;br /&gt;- Dobra, dobra, idę. Ale potem nie przylatujcie do mnie z płaczem prosząc o pomoc. - Rzucił na pożegnanie Jones &lt;br /&gt;- No cóż - rzekł Wężyk - nie ma sensu się wam przeciwstawiać, bo i tak postanowicie na swoim. A więc od teraz tworzycie Drużynę Gaci. Idźcie i pokonajcie zło! &lt;br /&gt;- No to ruszajmy! - Powiedziałem wychodząc przez drzwi - Eee... a w którą stronę? &lt;br /&gt;Następnego dnia ja, Aragong, Legolars, Giligil i Wężyk Szary wyruszyliśmy do Góry Mordu. Szliśmy przez niebezpieczne lasy, góry pokryte śniegiem, płynęliśmy przez nieznane rzeki i przeszliśmy przez kopalnie Morfiny. Niestety, żebyśmy wyszli stamtąd cało, Wężyk musiał zatrzymać ogromną bestie zwaną Larlogiem na moście. Most załamał się pod ciężarem potwora i wraz z Wężykiem spadli w dół. Zahaczyliśmy też o miasto zwane Lamerszawą, by uzupełnić zapasy jedzenia. Dotarliśmy w końcu do Góry Mordu. Wspięliśmy się na szczyt, gdzie ujrzeliśmy ogromny pałac. Na spotkanie z nami wyszedł sam Lord Ciemności. A więc zmartwychwstał! &lt;br /&gt;- Przybyliście tu - powiedział idąc w naszą stronę - by mnie zniszczyć - był coraz bliżej nas - lecz to się wam nie uda. - Staną tuż przede mną - Aaa, wybraniec. Ty zginiesz pierwszy! - krzykną i wyciągną miecz świetlny, chcąc zadać cios kończący moje życie, ale na szczęśćcie zrobiłem unik, a czas na chwile zwolnił. &lt;br /&gt;Moi towarzysze próbowali z nim walczyć, ale Lord przeciął bronie Aragonga i Giligila, a strzały Legolarsa odbijał. Gdy myśleliśmy, że to koniec, a Władca Mroku chciał zadać ostateczne cięcie, pojawiła się jakaś postać w olśniewającym blasku. Oślepiła Lorda Ciemności i spojrzała na nas. To był Wężyk! &lt;br /&gt;- Jam jest Wężyk Biały, wróciłem z zaświatów - zwrócił się do mnie - by pomóc ci pokonać Czarnego Króla. Masz, to jest miecz świetlny Obiw-Ank Enobiego. Pożyczyłem od niego. - Rzekł do mnie i mrugną okiem. &lt;br /&gt;Chwyciłem broń i włączyłem. Miecz miał kolor niebieski. Rzuciłem się na bezbronnego Lorda, ale on był szybszy i zrobił unik. Władca Mroku parował moje ciosy, a po chwili to on był tym napierającym. Walka przeniosła się na półkę skalną nad wulkanem. Wtedy Legolars strzelając z łuku trafił Lorda w ramię, co niezwłocznie wykorzystałem, ucinając mu ręce i nogi, które spadły w otchłań wulkanu. Stanąłem na nim i przystawiłem mu miecz do szyi. &lt;br /&gt;- Zabierzcie go ze mnie, bo go zabije! - wykrzyczał na całe gardło Lord &lt;br /&gt;- A co ty chcesz zrobić? - spytałem - Wykrwawić się na mnie? &lt;br /&gt;Zadałem cios kończący jego życie. Lord znikną, a my wróciliśmy z powrotem do Ripendel. Wieczorem odbyła się wielka uczta, wszyscy jedli i pili. Następnego dnia w moim pokoju pojawił się portal. Pożegnałem się ze wszystkimi i wróciłem z powrotem do domu. Tak zakończyła się ta przygoda.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4292977461877574120-1694228135111570500?l=dexkanonmo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dexkanonmo.blogspot.com/feeds/1694228135111570500/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dexkanonmo.blogspot.com/2009/05/wadca-gaci.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4292977461877574120/posts/default/1694228135111570500'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4292977461877574120/posts/default/1694228135111570500'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dexkanonmo.blogspot.com/2009/05/wadca-gaci.html' title='Władca Gaci'/><author><name>Dex Kanon</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04299615421039679303</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_azFp_Wo0onU/Sdz-AppKeVI/AAAAAAAAABA/VlPBvMuGCCk/S220/dexkanon.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
