środa, 5 stycznia 2011

Szczęście

- Musi istnieć - powiedział Dex, przedzierając się przez kolejne chaszcze - Nie jest możliwe, by był tylko jeden.
- Dlaczego tak trudno uwierzyć Ci, że portal może faktycznie prowadzić do inne wymiaru... ba, do innego świata! - Konjel szedł za swoim przyjacielem, osłaniając się by nie dostać gałęziami odgarnianymi przez Dexa.
- Konjelu, stary druhu... - zatrzymał się i spojrzał na przyjaciela - Gdyby można było przenieść się poza nasza planetę, oznaczałoby to, że istnieją istoty pozaziemskie, które stworzyły tamten portal...
- Czyli chcesz powiedzieć, że nie wierzysz w istnienie kosmitów? - Konjel stał i przyglądał się towarzyszowi.
Dex stał przez chwilę i zastanawiał się przez chwilę, po czym ponownie ruszył przed siebie.
- Nie - odparł, nie zwalniając kroku - Nie wierzę w nic, czego istnienie nie zostało potwierdzone.
- Ale jednak w Boga wierzysz, nawet mimo że nie masz na jego istnienie dowodów...
Konjel momentalnie zrozumiał, że wkroczył na zakazane tereny. Dex zatrzymał się i trwał chwilę w bezruchu.
- Mówiłem Ci - rzekł w końcu Dex, stanowczo i groźnie - Że na ten temat rozmawiać nie będziemy! - zdanie zakończył prawie krzycząc.
Konjel popatrzył na niego przerażony, ale jego wzrok przykuło coś innego. Spomiędzy liści drzew biło bardzo mocne światło. Wpatrywał się w nie chwilę, co zainteresowało Dexa. Gdy i on ujrzał światło po odwróceniu się, na jego twarzy zagościł uśmiech i zaczął biec w jego kierunku.
- Znaleźliśmy! W końcu znaleźliśmy! - krzyczał z radości.
Konjel biegł za nim. Światło stawało się coraz potężniejsze. W końcu było tak jasno, że nie mógł patrzeć - zamknął oczy i biegł na oślep. Nagle, las skończył się, a Konjel otworzył oczy - znajdował się na ogromnej polanie, na której środku ujrzał wielki, kamienny okrąg otoczony czterema ogromnymi filarami. Na samym środku znajdował się podest z dużym, okrągłym kryształem w czarnym kolorze.
- Mówiłem - rzekł spokojnie stojący obok Konjela Dex - Istnieje ich więcej...
Powoli ruszyli w kierunku kryształu. Szli ostrożnie, by w porę zareagować na pułapki, które mogą na nich czyhać.
- Dex... - zaczął Konjel - Właściwie, odkąd poszukujesz tego portalu, nie wyjawiłeś mi powodu poszukiwań... Ciągle tylko "Konjel, zaufaj mi" lub "Konjel, potrzebuję Cię" i tak dalej - zrobił krótką pauzę - Po co to wszystko?
Dex zatrzymał się i spuścił głowę. Stał tak krótką chwilę, po czym podniósł wzrok ponownie przed siebie.
- Bo wiem, że ją odnajdę - po tych słowach zbliżył się do kryształu.
Konjel przez chwilę stał w bezruchu i próbował połączyć ze sobą kilka faktów. W końcu na jego twarzy zagościło przerażenie.
- Stary... Chyba żartujesz - zaczął nerwowo - Przecież to stało się piętnaście lat temu... Nawet jeśli w jakiś cudowny sposób nie zginęła wtedy, to do dzisiaj na pewno już nie żyje...
- Przyjacielu - odpowiedział Dex, zaprzestając oglądania kryształu - Przez te piętnaście lat poszukiwałem tych portali. Odnalazłem trzy, ale było już zniszczone. Ktoś najprawdopodobniej ich użył... Użył do przeniesienia się tam, gdzie ona jest teraz. Przez te piętnaście lat żyłem tylko myślą, nadzieją, że ją odnajdę.
- Ale co, jeśli tak naprawdę ona tam, wtedy zginęła? Co, jeśli teraz i Ty zginiesz używając tego portalu?
Dex nie odpowiedział. Stał przez chwilę zamyślony, po czym podszedł do Konjela i położył dłoń na jego ramieniu.
- Wszyscy wiedza, że ona po prostu zniknęła, całkowicie bez śladu - sięgnął do kieszeni i wyjął coś małego - Jednak pozostało po niej to - przed oczami Konjela zadyndał na łańcuszku mały kawałek skały księżycowej - Dałem jej to na krótko nim zniknęła... Sam posiadam drugą cześć tego naszyjnika. Dla mnie jest on dowodem na to, że ona przeżyła. I mam zamiar odnaleźć ją.
- Ale... Nie myślisz o ryzyku? Że stracisz to wszystko, co masz, co posiadasz?
Dex ruszył w kierunku kryształu. Był już zdecydowany na jego użycie. Na uruchomienie portalu.
- Wiem, że to wszystko co mam jest ważne... Ale powiedz, ile sam byłbyś w stanie poświęcić dla szczęścia? Dla własnego szczęścia?
- Powiedziałbym, że mogę poświęcić wszystko... Ale teraz, zastanawiając się nad tym, wcale nie wiem czy miałbym na tyle odwagi...
- Na tym właśnie polega różnica, mój przyjacielu: ja decyzję już podjąłem. Jeśli stracę życie, trudno. Ale podejmę to ryzyko, byleby tylko znowu być z nią... - Dex rozejrzał się po raz ostatni, czy faktycznie struktura kręgu jest nienaruszona - Więc... Gdyby coś poszło nie tak, to... Żegnaj, przyjacielu.
- Żegnaj - odpowiedział mu Konjel, po czym wycofał się z pola portalu.
Dex spojrzał na kryształ i westchnął, po czym momentalnie chwycił przedmiot dłońmi. Tajemnicza kula wypełniła się fioletowym gazem. Dex cofnął się, patrząc jak z czterech filarów strzelają w kryształ ciemnoróżowe promienie. Spod postumentu na którym znajdowała się kula, zaczęła rozprzestrzeniać się wielka, czarna dziura. Zajęła powierzchnię całego kamiennego kręgu. Konjel patrzył na to wszystko z wielkim strachem. Czuł, jak powoli zaczyna się trząść ziemia. Jednak Dexa to nie obchodziło - spoglądał w otchłań, która przedstawiała gwieździste niebo. Usłyszał znajomy głos... Głos, którego nie miał okazji słuchać od tak dawna...
Konjel widział, jak filary zaczynają się chwiać. Kula robiła się coraz bardziej czerwona. Wszystko działo się dokładnie tak, jak piętnaście lat temu: zbliża się wybuch. A Dex? Konjel ujrzał jak rozmawia sam ze sobą. Nie zdążył jednak do niego krzyknąć, gdyż filary przewróciły się, a on sam został odrzucony w tył falą uderzeniową wybuchu.
Jak najszybciej wstał i pobiegł na środek kręgu. Ominął zawalone filary i ujrzał roztrzaskany kryształ, a po Dexie nie było ani śladu. Miał już odejść, gdy ujrzał leżący na ziemi naszyjnik ze skały księżycowej. Naszyjnik ten był połączonymi połówkami, które miał przy sobie Dex. Gdy Konjel chciał je rozdzielić, okazało się że są teraz całością. Na stałe. Ze zdziwieniem spojrzał w niebo.
- Czyżby?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz